Uff, jak gorąco... Aż tu ciach! Chmury, deszcze, ulewy, niewiarygodne myjnie, armatki wodne, które rozpędzają demonstracje urlopowiczów. I temperatura na łeb, na szyję! Co jest? Nie słyszałaś, pogodo, o złotym środku? Robi się nam z Polski jakaś Kanada, głęboki ląd, ojczyzna dzikich wiatrów. Jak wieje, to na śmierć, jak pada, to na amen, jak grzeje, to do udaru. Gdzie ten ląd jak balsam na kark życiowych zahukańców, gdzie łąki i czarno-białe krasule, i czarno-białe życie, tak-tak, nie-nie? Oj, gdzie...? Na zdjęciach z polaroidu, na strunach do starych piosenek (takich, w których po a-moll jest zawsze E-dur), w snach z przedwczorajszego dzieciństwa. Tak!, w snach, tych tuż przed budzikiem...

 

Na kogo głosujecie? Na Miłego Pana z Wąsem czy na Mężczyznę z Charakterem? Ma być fajnie, wujkowato czy twardo, po ojcowsku? Ach, jak się odsłoniła nasza pożal-się-Boże elitka! Jak im skręca kiszki lęk o Ego! Relatywizm zalatuje z ich medialnych wygibasów jak zapach LPG za taksówką na światłach... Dobrze. Out of politics! Zmykam z tych tematów i wrzucam pozytywny ton: Drodzy, wybierajcie według sumienia, wiedzy, po głębokim namyśle. Nie budujcie zdania z telewizyjnych pustaków. Spróbujcie naprawdę poznać człowieka - nie to, co mówi i jak WYPADŁ. Na litość! Tylko nie "jak wypadł". Żeby się nie okazało, że znowu mamy figurantów, idealnych do machania z trybun, a rządzą nami tacy, których nawet nikt nie widzi, z łamanym akcentem i biurami w chmurach...

 

Środkowy majowy "łykend" podają w tym roku na zimno. Skaryszewska utonęła w zieleni. Od środka nie widać ani Pragi, ani przerobionych na gaz "sprowadzaków", tylko dobiega z wiatrem radiowęzeł dworcowy i nierówny loop wagonów rozszarpanej przez polską niezdolność do współdziałania kolei. Tysiące spółek, tak zwanych firm, wyrywają chude portfele ludności cywilnej, która zresztą i tak zagłosuje na PO, bo nie zobaczy mistycznego związku między Kartezjuszem a ojczystym dziadostwem. Komu by się chciało - nawet jeśli wykształcenie pozwoli - pływać w takich ogólnikach? Polski kabaret ma się więc wyjątkowo dobrze. To znaczy źle. U NASZ znaczy to to samo. Jakieś tam "zagorzałe", konserwatywne umysły obumierają w swoich alienacjach. Dobrze im (nam?) tak. Trzeba iść ze światem (czyli z Unią), merdać u nóg możnych cienkim ogonem, wpi-arzać się w salony. A historia, jak zwykle, zaśmieje się cynicznym śmiechem - ale to potem. Co nas obchodzi "potem"? Potem będzie nas obchodziło. Eh, Polsza, Polsza...

 

Czechy zwane Czesją to inny kraj - i wcale nie chodzi o połajanie ich za firmowy już ateizm. To nie temat na zagubionego w necie bloga. Ja chcę powiedzieć, że tam po prostu jest mało ludzi, Zdenków i Aniczek oraz, oczywiście, Honzików. Przejeżdżasz kilkanaście kilosów ze Szklarskiej przez Jakuszyce, ot tak, dla urozmaicenia. Wyrywasz się z polskiej weekendowej magmy ludzkiej, z wielkiego Sklepu Spożywczego. Zostawiasz za sobą Warszawę-Wrzawę, jeszcze tylko patrol najupierdliwszej w Europie policji i już. CISZA. Przestrzeń (mimo gór). Wymalowane miasteczka, asfalt jakby od innego krawca, nawet jak jest rozkopane, to ładniej. I proszę, zrobili Octavię, wymuskali Pragę, i pojechać jest którędy. Tak, wiem... Oni nie mieli tego i tego, teraz też mają inaczej, i W OGÓLE. A Octavia to VW dla ubogich. Wszystko prawda. Tylko dlaczego jak znowu wracam na naszą stronę, to odruchowo szukam złotówki i chce mi się wziąć koszyk?  

 

Jakoś mam wrażenie, że intensywność i prawdziwość życia w internecie jest odwrotnie proporcjonalna do intensywności i prawdziwości życia w realu. OK, takie są czasy, trzeba w to wejść, wklikać się w ludzkość itd. Ale nie zaklei się tym dziury w oponie, z której uchodzi powietrze. Oj, nie zaklei, oj dana... Odkładasz laptopa i ogarnia cię pustka... Więc bierzesz laptopa... i ogrania cię niedosyt..., więc odkładasz laptopa..., więc bierzesz laptopa..., więc... Podobno warto rozmawiać. Ale wystarczy wyłączyć kamery i już nie warto. A gdybyśmy się tak naprawdę spotkali: wyrąbali parę dni urlopu, wykonali dwieście telefonów, żeby wyjechać niby nie wiadomo po co, stracili przez to coś tam bardzo ważnego, pokłócili się przy pakowaniu, odłożyli znowu najistotniejsze procesy życiowe... GdybyŚMY. Okazałoby się, że jesteśmy tacy-sobie. Że w tle czai się siostra deprecha, że w życiu to nam tak średnio idzie, itede itepe (a właściwie e-tede, e-tepe). Nie okadzajmy się internetem. Marna ta chwała. Lepiej przejrzeć się w mazurskim jeziorze, albo choćby w lusterku samochodowym. 

 

Zadrżały "Alleluje" przed narodową tragedią... Polacy na chwilę byli gdzie indziej. Można było nawet posłuchać radia bez zostawania wrażliwym liberałem. Jeszcze pachniały wieńce, a już potoczyła się po krzywych torach polska drezyna. Jest taki moment w Apokalipsie...., że wszystko ucichło "jakby na pół godziny". PÓŁ GODZINY. Z hakiem.

 

Jeszcze Nowy Rok. Że Boże Narodzenie, że Sylwestra - wiadomo. Zima, oczywiście, chodzi swoimi drogami. Wygadała się dopiero po Nowym Roku. Styczeń tylko co wszedł na obroty, a w Warszawce biało i lodowato - spada dużo śniegu, a potem podnosi się temperatura i powstaje lukier, szklanka, zimny pot. No, to się Polska..., a, przepraszam - Europa zakręciła. Akurat wsiadłem do pociągu, o nieszczęsny, żeby przejechać się do Krakowa, do którego - uspakajam lidera Pod Budą - nikt nie zamierza przenosić stolicy. Początkowo było miło: śniadanko w Warsie, brewiarz z komórki, widoki... Ale potem pociąg stanął - na jakieś dwie dekady, a następnie - ...jego mać - pojechał objazdem przez Boży Śląsk, jakimiś zabytkowymi trakcjami, przez knieje, wądoły, wśród kominów, czerwonych cegieł i górniczych nosów. Mówiąc krótko, wdepnąłem w wielką, lodową aferę kolejową. Oblodzona trakcja, oblodzona trakcja, oblodzona trakcja! Obiektywizm przyczyny jeszcze bardziej dobił pasażerów, którzy, biegając po korytarzu, przeklinali do swych komórek, odwołując, uprzedzając, przekładając, lub, zwyczajnie, wyżalając się do jakiejś drugiej połowy. Ale łzy - jak napisze później w swej biografii wielki pisarz Andriej Daniłłowicz - zamarzały dnia owego...

 

A w powrotnej drodze miałem więcej szczęścia. Choć Wars wrócił wcześniejszym składem (co tam będą tracić cały dzień w robocie), pociąg jakoś się przemknął, z symbolicznym, półgodzinnym opóźnieniem.

 

Jestem na samochodowym etapie życia. Poza tym zwykle wożę ze sobą jakieś muzyczne graty, więc o transporcie samego tylko tyłka intersiciakiem i udawaniu intelektualisty za pomocą tzw. wartościowej książki nie ma mowy. Jednak, jak widać, zdarzają się takie okazje. Ale gigantyczny pech sprawił, że na kolejne lata rzucam się w objęcia motoryzacji. Polskie asfalty są jak smalec - to z cebulką, to ze skwarką - pełne treści. Stojąc w samochodowym korku przynajmniej masz złudzenie, że możesz coś zrobić. No i jesteś u siebie. A w pociągach zawsze będzie pachniało żelazem okadzonym dymem papierosowym, jeszcze przez 500 lat od wprowadzenia całkowitego zakazu palenia w galaktyce.

 

Uwaga grudzień! Skuło kałuże w Wawie. O tyle ładniej, że sztywno prezentuje się Radom Europy, i te wirusy może trochę mróz wydusi. Centra handlowe emitują przedświąteczny jazgot. W mieście mega-korek, ot, tak, bo święta. Po buspasach przewalają się spaliny z rozdygotanych diesli ZTM; od czasu do czasu wystrzeli płomieniem jakiś nowocześniejszy, czerwono-żółty "baton". W wiadomościach ekipy nadają z terenu, że coś tam - wszystko, tylko nie Adwent. Ale, choćbyś miał LEDa nie wiem ile cali i ogromniastego laptopa, nie przykryjesz ani jednej świeczuszki roratniej. Ciemność zapomina o tym, że NIE OGARNIA Światłości. Nie da rady. Omotają człowieka, owszem - jak złodzieje samochodów "na stłuczkę" - na "dobro"; zawiną mu kiszki wokół ukrytego systemu wartości... Ale i tak wystarczy, że na ostaniej prostej życia ksiądz mu przyniesie Biały Opłatek - i już ze stajenki robi się Betlejem... Nie żadnego tam "wszystkiego najlepszego", ale jednego Dobrego Wam życzę+

 

też listopad 2009. Psa-kota na razie nie ma:-) A listopad nie chce założyć szalika... Gdzie te zimy, gdzie jesienie, złotopolskie w los zwątpienie..? - pispoeta (że się tak wtrącę do polityki). Oglądałem koncert Stonesów z Bostonu, świeży, niedawny (2008?). Wyczesali staruszkowie kawał rocka. Ach, te gitary..., najlepsze marki i obsługa, podająca nowy instrument do danego kawałka. Tyle "dobra" (jak by powiedział Tomuś - tyle, że on to mówił o niemieckich komisach motoryzacyjnych). Chociaż muszę przyznać, że tak w całości to tego koncertu obejrzeć nie idzie, jakby jedna nuta przez dwie godziny. Bardzo TOŻSAMY zespół, z małym countrowym odchyłem. No, a tak w ogóle, co tam u Was, zabłąkani klikierzy?;-) Żeście kliknęli w La Pallotinę - będzie Wam policzone. Bo żeby być szczęśliwym i nosić w sercu muzykę życia, nie trzeba wcale wiedzieć, który to już związek Edyty Górniak i o ile procent premier Tusk wyprzedza konkurencję. Trzymawencja!:-)

 

listopad '09. Są różne pojęcia, określenia, słowa-klucze, -izmy i -cje, które mają charakteryzować "nasze czasy". W szoł-biznesie jednak unika się ich jak ognia, bo intelektualizują przekaz. Czasem ktoś nakręci jakiś niszowy program na cyfrową platformę albo do puszczania po 23-ciej, w jakimś publiczniaku. Szoł-biznes nienawidzi jednak uogólnień, nienawidzi refleksji dyskursywnej; futruje głupie gęsi emocjonalnym silikonem, który ma wystarczyć za cały kontakt z życiem. Otóż - przechodząc do ad remu;-) - wiecie jaka jest najniebezpieczniejsza współczesna forma zła? Powiem wam: nie żadna -cja i nie żaden -izm. To - NORMALNOŚĆ. Chcę być normalnym człowiekiem..., nie żadnym oszołomem, ideowcem; OBYWATELEM letnim jak woda w aquaparku, z jakąś tam swoją mikro-niezwykłością. Tjaa... Powiem tylko, że na tej galaretowatej planecie nie mieszkają już ludzie, tylko CZŁOWIEKI. Jednak zanim kupię psa-kota - powalczymy... jeszcze...

 

29.09.09. W programie telewizyjnym tzw. "dwie opcje" kłócą się na zadany temat. Jedni mówią uparcie "aborcja", drudzy "zabijanie człowieka"; ci o "uprawnieniach" matki , a ci o "prawie do życia" dziecka. Nikt tu jednak nie przejdzie na metapoziom, bo trzeba by wdepnąć w filozofię, a kto wie, może i w teologię. A komu potrzebny taki program, w ktorym gadające głowy kłócą się o słowa? Lepiej pozostawić wrażenie dobrego spotkania, pozytywnych emocji - zawalczyć o "aurę". Potem każdy wsiądzie do swojego samochodu i będzie się zastanawiał jak wypadł. Jak to mówią górale, są trzy rodzaje prawdy: prowda, tys prowda i g... prowda. O tę trzecią chodzi głównie w mediach, z przewagą g...

 

Wrzesień 2009. Wyczuwam jesień, choć słońce ciągle jeszcze przypala tapicerkę w samochodzie. Wyłaniam się zza trudnego zakrętu... Oddaję Bogu, zawierzam..., to, co... TERAZ, co za chwilę. Dziękuję za nowe nuty, refreny, zwrotki, zagrywki, które - może niedługo - staną na baczność na naszej następnej płycie. Tymczasem trzeba się zaprzyjaźnić z każdym umierającym liściem, który przez jedną, niepowtarzalną chwilę zagląda do mojego okna...

 

3 lipca 09. A jednak człowiek może się postawić żywiołom. To a propos Zapory na Jeziorze Solińskim, gdzie zagramy niebawem. Takie wielkie COŚ, a ile prądu z tego można zrobić..., żeby mogły występować zespoły, które śpiewają o Jezusie:-)

 

13 Niedziela Zwykła, cykl "B". W tym roku zalana potokami deszczówki i roztworem kanalizacyjnym. Na południu powódź. Ostatnio graliśmy w Kotlinie Kłodzkiej... Dziękuję Najwyższemu za otwarte ludzkie serca i lekcję chodzenia po wodzie. Niech i tam Jezus uciszy fale...

 

Czerwiec 2009. Można powiedzieć (z odrobiną przesady:-), że jesteśmy w trasie... Dziękuję Bogu za nowe-stare życie, które ciągle GDZIEŚ zmierza, jak połatana, zastawiona "karmnikami" Gierkówka. Ileż to już razy przetoczyłem się przez ten kawałek ojczystego asfaltu. A jednak to ciągle niespodzianka. Teraz jeżdżę tamtędy z nowym bagażem przeżyć, trudów pożegnań (...) i radości powitań, i... jeszcze większej radości: NIE ROZSTAWANIA SIĘ! Niech Pan Was prowadzi po wakacyjnych szlakach:-)

 

20-któryś kwietnia 2009. Czy zauważliście, że B. Obama, gdy przemawia, patrzy to w lewo, to w prawo - nie patrzy nigdy przed siebie? Ale to zupełnie nie z tej beczki. Minęła Wielkanoc i Oktawa. Czas Święty, świąteczny i zapracowany. Nie ma mowy o internecie. Ale skoro się trochę przejaśniło, to pozdrawiam zagubionych w sieci poszukiwaczy Czegoś Innego. Pracujemy w zespole nad paroma koncertami w sezonie letnim. Jak tylko..., to zamieścimy co trzeba. A wiosna zazieleniła praskie trawniki i drzewa (których nikt nie widzi, bo świat miasta jest przede wszystkim światem budynków). Ja za to mam teraz, po kolejnej przeprowadzce na Skaryszewskiej, piękne drzewo tuż za oknem - Jak drabina Jakubowa...

 

18.03.2009. Wieje. Kędy chce. Pogoda jak w drugiej połowie listopada. Wzięło mnie cosik (ale nie wzruszenie) za gardło. Wsypuję więc do żołądka całą treść reklam i banerów. "Przycupuję", zawężam (jeszcze bardziej:-) przestrzeń. Życie jest gdzieś TAM, w oddali. TAM ścigają się PODMIOTY za pomocą PRZEDMIOTÓW. Ale na szczęście zawsze jest jakieś TU - i trzeba się nim ucieszyć, umościć... Wiecie, będę miał w nowym pokoju taki kawałek muru, z ozdobnych płytek-cegieł, jak w co drugim biurowym amerykańskim filmie. Ale dla mnie to symbol: czasów, gdy z paroma kumplami spędzaliśmy miesiące w przykościelnej salce i wkuwaliśmy na pamięć solówkę z 'Nother Brick In The Wall. Przyświecała nam ta myśl: "We don't need no education..." Kiedy zaczynasz SIĘ UCZYĆ - przestajesz być dzieckiem, robi się z ciebie PODMIOT. Dzisiaj mam taki nastrój... raczej mało wychowawczy. Ale - to be honest - tyle mam, i muzyki, i gotowych fraz, co wydłubałem wtedy, z kościelnego muru. Reszta jest milczeniem. Nie dajcie się zakręcić tej wichurze...

 

15.03.2009. Pozdrawiamy, a jakże, w 3 Niedzielę Wielkopostną. Przez kratki konfesjonału, jak przez maszynkę do mięsa, przeciskają się grzechy i tzw. "problemy". Nie wysycha ani na chwilę potok słów. Ależ mi się chce na pustynię...

 

14.03.2009. Piękna, słonaczna jak twarz Mojżesza po wyjściu z Namiotu Spotkania - sobota! Tak to dziwnie jest na świecie, że zamiast gabinetów, niekończących się rozmów, które wypłukują mózg jak olej syntetyczny silnik, Bóg stosuje w terapii po prostu ŁADNY DZIEŃ! Wyjdź, głupolu, z budynku i pomyśl, że... masz już wszystko.